Aura ostatnich dni sprawiła, że do Pawła przyczepiło się przeziębienie i ciągły ból gardła. Natomiast mi nie chce się nawet nosa na zewnątrz wystawiać, a jak już gdziekolwiek wychodzimy to zapatuleni po uszy i wyglądamy jak dwa bałwany:)) Temperatura -30 paraliżuje nas tak bardzo, że o łyżwach, nartach czy sankach nawet nie myślimy…
Z drugiej strony odnajdujemy dużo zalet takiego stanu rzeczy:)… To właśnie teraz znajdujemy od czasu do czasu chwilę, aby posiedzieć pod mięciutkim zielonym kocem, wypić mniamniuśną gorącą czekoladę lub kawę z cynamonem i czytać książki…
No i moim zdaniem gdyby nie było zimy, to nie docenialibyśmy wiosny, nie czekalibyśmy na te pierwsze ciepłe promienie słońca i zielone pączki z taką niecierpliwością… poza tym gdyby non stop było ciepło to… brrr, aż strach pomyśleć ile robactwa pełzająco-latającego wałęsało by się po naszych domach… fuuuj.
—–
Z tęsknoty za zielenią i ciepłem publikujemy kilka słonecznych klatek z letnich odwiedzin u rodzinki w Lubartowie:):
W roli głównej występuje pupilek Paśnikowej rodzinki Matik, ale nie zabrakło również cudownej Mamy Ewy z zabszuszkowanym wtedy Krzysiem, Cioci Dorotki oraz Igi:) A na dwóch zdjęciach jesteśmy i my;D











Matik meloman:)
A piosenka której wtedy słuchał to:





















