Nareszcie wschodzące słońce zagląda nam rano do okna, malując ściany tak cudnie, że gdy tylko poczuję promienie na zaspanej twarzy otwieram oczy, wpatruję się w wędrujące cienie, czekam aż sobie pójdą i zasypiam ponownie:) Później Pawcik idzie po świeże pieczywo, robi najlepsze śniadanie na świecie i budzi mnie:) Czy można sobie wyobrazić lepszy początek dnia? Ja nie potrafię:)
Pewnego sobotniego poranka stało się nieco inaczej:) Paweł spał w najlepsze, po nocnym maratonie filmowym z Jarmuschem, a ja ten słodki i rzadki dla mnie widok uwieczniłam:

Klapnięcie migawki go wybudziło, zrobiliśmy więc spontaniczną domową sesję.
Dla mnie zupełnie wyjątkową ponieważ przedstawia człowieka najbliższego memu sercu.
Człowieka, który od prawie jedenastu lat nieustannie mnie zachwyca, fascynuje i sprawia, że jestem szczęśliwa:)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Ps. Za przecinek służył kot Elliott, którego Pawcik nazwał po swojemu ” Pięć i pół kilo szczęścia” :D

