Z Ewelcią chodziłam do jednej klasy i przez 3 pierwsze lata zamieniłyśmy ze sobą może 2 zdania:D Ja klasowy oszołom, Ona z olbrzymim dystansem do świata – siedząca na przerwach w kącie, z książkami.
Nasze drogi połączyły dopiero szkolne praktyki, za które na początku byłyśmy wściekłe, bo przebywanie razem wydawało się być karą:)
Później różnie bywało, jak na dwa tak skrajne charaktery przystało. Było i słońce, i chmury, a nawet burze z piorunami:D Jednak życie bez siebie na wzajem byłoby koszmarnie nudne.
Kilka lat temu w życiu Eweli pojawił się Darek – chwil kilka – totalne oczarowanie, ustalanie daty ślubu z naszym terminarzem w ręku:D
Padło na październik. Piękny słoneczny dzień – zupełnie nie jesienny. Masa emocji, niespodzianek i zachwytów.
W listopadzie zrealizowaliśmy totalnie nieślubny plener ślubny. Ewelina z Darkiem stwierdzili, że dosyć mają białej sukni, garnituru i konsekwentnie kultywowanemu niestety w Polsce uwielbieniu tychże strojów w związku z tym tak oto wyglądała ich sesja, którą zaczęliśmy rano – ciepłą jesienią, kontynuowaliśmy popołudniu przemarznięci i wynurani w śniegu, a zakończyliśmy u nas jedząc fondue czekoladowe na rozgrzanie:D

.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)

.jpg)
.jpg)
W bonusie mały backstage – na radosne pożegnanie zimy:)
Dziękujemy Wam Kochani za to, że jesteście.
Za niezapowiedziane wizyty, za poranne pobudki :D, za stwierdzenie, że źle się czujecie gdy mamy czysto w mieszkaniu:)))))))), za wszystkie radości, kłótnie, kopy w …, wsparcie, wspólne chwile – oby było ich jeszcze choćby miliony:D



.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)


.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)